Zróbmy to razem – wywiad z Sylwią Bajek

0
1418
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Masz ciekawy pomysł albo inicjatywę, a nie masz środków, żeby zrealizować to samodzielnie? Jest na to sposób – zaprezentuj swój pomysł na jednej z platform crowdfundingowych i zachęć internautów, żeby go sfinansowali.

Crowdfunding to zbiórka pieniędzy na realizację konkretnego celu. Niezbędną sumę zbierasię dzięki dużej liczbie drobnych wpłat od osób, które są zainteresowane projektem. W Polsce jest kilkanaście serwisów, które umożliwiają otrzymanie takiego wsparcia. Są to m.in. wspieram.pl, PolakPotrafi.pl i nowo powstały zagramw.to, który promuje projekty związane z grami planszowymi. Jeden z pomysłów na planszówkę uzyskał na tym portalu ponad 500 tys. zł na realizację! Korzystając z możliwości crowdfundingu, swoje marzenia spełnia również Sylwia Bajek – podróżniczka, miłośniczka wspinaczki skałkowej, fotografii, reportażu, poczucia wolności, minimalizmu, „dziania się”… W 2017 roku z sukcesem zrealizowała kampanie crowdfundingowe „Najmłodsza Polka na Evereście” i „Najmłodsza Polka na Lhotse – Ekspedycja 2018” w serwisie PolakPotrafi.pl. W maju 2017 roku wspięła się na wysokość 8800 m n.p.m. (wys. tzw. Stopnia Hillary’ego, Igloo Everest Expedition 2017). Wiosną 2018 roku spróbuje zdobyć Lhotse jako 4. i najmłodsza Polka w historii!

fot.everteam.pl
DY: W ubiegłym roku Mount Everest, w tym roku Lhotse. Finanse nie ograniczają twojej wizji. Spełniać marzenia z takim rozmachem pomagają ci internauci. Jak to zrobiłaś, że udało ci się zaangażować tyle osób w realizację swoich celów?

Sylwia Bajek: Uważam, że pieniądze nie powinny ograniczać niczyjej wizji. Crowdfunding, czyli finansowanie przez społeczność, wydał mi się dużą szansą na realizację wyprawy. „Najmłodsza Polka na Evereście” była moim pierwszym projektem crowdfundingowym i zupełnie nie wiedziałam, jakiego odzewu mogę się spodziewać. W rezultacie ponad 250 darczyńców wsparło finansowo projekt w serwisie PolakPotrafi.pl, a wiele życzliwych osób pomagało na inne sposoby. W tym roku, idąc za ciosem, udało mi się zrealizować projekt „Najmłodsza Polka na Lhotse”. Muszę przyznać, że sama byłam bardzo mile zaskoczona pozytywnym odzewem i wsparciem, bo wielu spośród darczyńców nie znało mnie osobiście. W pewnym momencie wyglądało to jak wielka fala wsparcia! To pokazuje, że ludzie chcą być częścią śmiałych, czasem szalonych pomysłów, a także tworzyć społeczność wspierających, inspirujących się osób. W ramach prowadzonego przez nas fanpejdżu Everteam staramy się skupiać taką właśnie grupę i to m.in. było miejsce, gdzie starałam się promować projekty. Moją bazą była wiara w to, że się uda, determinacja i wyjście daleko poza strefę komfortu. Może się wydawać, że to wyświechtane frazesy, ale jestem zdania, że w rzeczywistości to świetna mieszanka w drodze do sukcesu, niezależnie od kierunku, jaki obierzemy.

Jak wyglądała droga na szczyt Mount Everestu? Które momenty najbardziej utkwiły ci w pamięci?

Oj, długo by mówić… Wyprawa na Mount Everest trwała blisko 2 miesiące i w tym czasie naprawdę wiele się działo. Z resztą ekipy żartowaliśmy, że trzeba by nakręcić kilka sezonów serialu, żeby wszystko opowiedzieć :). Niemniej była to z pewnością dla mnie wielka przygoda i lekcja. Na wyprawę składało się kilka etapów – trekking do Everest Base Camp, życie obozowe w bazie, aklimatyzacja obejmująca drogę przez sławny Icefall (lodospad Khumbu) i obozy od 6100 do 7200 m, następnie tzw. rest, czyli zejście poniżej 5000 m i odpoczynek, aż w końcu właściwa akcja górska z atakiem szczytowym. Kiedy myślę o tej wyprawie, przechodzi mi przez głowę wiele obrazów, część z nich jest pozytywna, jak np. świętowanie urodzin innych wspinaczy w skromnych, wysokogórskich warunkach. Inne są mroczne i smutne, bo – choć rzadko – to zdarza się jednak, że ktoś w górach zostaje na zawsze. I o tym też się pamięta. Moment dla mnie kluczowy to z pewnością ten, kiedy na wysokości 8800 m zdecydowaliśmy, że ze względu na brak butli z tlenem zawracamy

fot.everteam.pl
Czasem największym sukcesem jest wiedzieć, kiedy odpuścić. Do samego szczytu Mount Everestu zabrakło ci 48 metrów w pionie. Czy trudno było podjąć decyzję o odwrocie? Czego cię ta sytuacja nauczyła?

Z perspektywy czasu – razem z moim partnerem Szczepanem, z którym wspinałam się na Górę Gór – uważamy, że podjęliśmy wtedy jedyną słuszną decyzję. Z jednej strony była trudna, bo przecież tyle wysiłku, zaangażowania, pieniędzy i czasu kosztowało nas, aby się tam znaleźć, a tu tylko 40 minut drogi do szczytu. Z drugiej strony jednak, robiąc coś ekstremalnego z bliską osobą, bardziej myślimy o jej dobru i myślę, że to właśnie sprawiło, że ta decyzja była bardziej oczywista. Przez tę sytuację, ale i inne na wyprawie, przekonałam się, że mój organizm świetnie potrafi się zaadaptować do trudnych wysokogórskich warunków, ale również, że trzeźwo podchodzę o tematu gór i choć daję z siebie wszystko, to są granice, gdzie potrafię sobie powiedzieć: nie za wszelką cenę.

Na wiosnę wyjeżdżasz na kolejną wyprawę – tym razem na Lhotse. Dlaczego akurat tam i czy masz w planach kolejne szczyty?

Ponownie wyruszamy w Himalaje w duecie Everteam, a ponieważ Szczepan chce zamknąć swój projekt Górskiej Korony Ziemi (9 najwyższych szczytów wszystkich kontynentów) i pozostał mu już tylko wierzchołek Everestu, to sąsiadujący z nim szczyt Lhotse wydał mi się odpowiednim celem. W ten sposób niemal całą wyprawę będziemy się poruszać razem i dopiero na wysokości 8000 m nasze drogi się rozejdą: ja pójdę w kierunku obozu 4. pod Lhotse, Szczepan w stronę czwórki pod Everestem. Na pewno będzie to trudna wyprawa, ale mam nadzieję, że uda nam się razem stanąć w tym samym czasie na dwóch 8-tysięcznikach. Co do kolejnych szczytów, to teraz jeszcze ich nie planuję, raczej skupiam się na Lhotse.

fot.everteam.pl
Jak się przygotowujesz do takich ekstremalnych wypraw?

Choć nie uważam się za jakiegoś sportowca, to staram się być aktywna przez cały rok. Trzy miesiące przed wyprawą to jednak czas treningów 5–6 razy w tygodniu. Oboje trenujemy m.in. w specjalnej strefie hipoksji Hypoint, imitującej warunki nisko tlenowe panujące w wysokich górach, i ćwiczymy na tzw. platformie wibracyjnej pod okiem specjalistów z Sanitas Studio. Trenuję też ogólnorozwojowo na siłowni, wspinam się, chodzę na basen, saunę, chętnie obieram kierunek polskich gór.

Czasem spełnienie marzeń, które mamy, wymaga przekraczania naszych wewnętrznych ograniczeń, wątpliwości, obaw. Jak to robić?

Mogę to potwierdzić, ponieważ sama decydując się na projekt crowdfundingowy, musiałam zacząć liczyć się z tym, że w pewien sposób stanę się osobą publiczną, zacznę występować w roli prelegenta, mówiąc na forum o wyprawie. To było dla mnie trudne, nowe i niewygodne, ale tylko w ten sposób – „wychodząc z jaskini” – mogłam osiągnąć cel. I choć wydawało mi się wtedy, że zupełnie się do tego nie nadaję, to okazało się, że jest odwrotnie. W ciągu roku wiele się nauczyłam i udało mi się osiągnąć to, do czego dążyłam. Warto wierzyć w siebie, planować i podejmować pewne ryzyko, bo tylko w ten sposób możemy rosnąć i spełniać swoje marzenia.

fot.everteam.pl
Czy można gdzieś śledzić twój progres podczas najbliższej wyprawy?

Jasne, że tak! 🙂 Zapraszam na facebooka, gdzie na bieżąco publikujemy:
www.facebook.com/everteam2017/
a także insta:
@sylwia.baj i
@seven_summits_dream
oraz stronę internetową:
www.everteam.pl

Życzymy powodzenia i trzymamy kciuki!

Tego mi trzeba 🙂 Koniecznie życzcie mi również tylu zejść, ilu wejść!

Niech tak się stanie 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here