Autorka: Amelia Gruszczyńska

Działalność w internecie rozpoczęłam będąc w 5. klasie szkoły podstawowej. Założyłam bloga „Moim brązowym okiem…”, gdzie regularnie publikowałam swoje felietony i opowiadania. Lubiłam pisać. Byłam wzorową uczennicą i indywidualistką – przeszłam na dietę wegeteriańską i interesowałam się buddyzmem. Uczyłam się gry na gitarze, wygrywałam konkursy wokalne. Jednak wciąż nie potrafiłam cieszyć się z własnych sukcesów, a za każde niepowodzenie wymierzałam sobie karę.

Dopiero teraz, z perspektywy czasu widzę, że nie byłam sobą. Tłumiłam uczucia, smutek zakrywałam sztucznym uśmiechem. Prowadzenie bloga stało się nieprzyjemnym obowiązkiem. Mimo to moje wpisy wciąż były przepełnione optymizmem.

Nie starcza mi sił

Cała ta iluzja runęła jak domek z kart w chwili, gdy moja mama w śmiertelnym stanie trafiła do szpitala i spędziła w nim cztery miesiące. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. To był jeden z wielu powodów, które złożyły się na to, że zachorowałam wtedy na depresję. Mój stan zdrowia był na tyle krytyczny, że trafiłam na dwa miesiące na zamknięty oddział psychiatryczny. Wtedy też byłam w takim nastroju, że nie chciałam zostawić po sobie w internecie żadnego śladu. Usunęłam wszystkie opublikowane przeze mnie treści. Wypis ze szpitala otrzymałam dzień przed rozpoczęciem nauki w gimnazjum. Niełatwo było mi odnaleźć się wśród nowych znajomych, czułam, że tam nie pasuję. Chciałam pisać bloga, ale kolejne próby kończyły się niepowodzeniem. Byłam zła i rozczarowana sobą. W przypływie emocji założyłam stronę na Facebooku, gdzie wylałam z siebie całą frustrację. Na początku wszystkie moje wpisy były anonimowe, bałam się, że najbliżsi tego nie zrozumieją i odtrącą mnie. To był dla mnie trudny czas, potrzebowałam pomocy – rozmowy, akceptacji i delikatnego ukierunkowania. To wszystko otrzymałam od dyrektor mojej szkoły.

Przełom

Pamiętam, jak na jednym ze spotkań pani dyrektor powiedziała: „Znałam parę osób z pobliskich szkół, które popełniły samobójstwo. W większości przypadków do tej pory nikt nie potrafi stwierdzić, co ich do tego skłoniło. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Myślę, że w pewnym stopniu przyczynił się do tego internet. Strony zachęcające do samobójstwa są ogromnym zagrożeniem.” To mną wstrząsnęło. Sama przecież prowadziłam taką stronę. Otrzymywałam bardzo dużo wiadomości od osób mających zamiar odebrać sobie życie, z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Zastanawiałam się, co powinnam zrobić, kiedy dostaję taką wiadomość i czy dam radę to udźwignąć? Może to, co zamieszczam na stronie, nie jest wsparciem dla jej użytkowników? Jaką ja mam korzyść z jej prowadzenia? Dopuściłam do siebie myśl, że moja działalność nie jest dobra. Mimo zagubienia i poczucia porażki nie poddałam się i szukałam nowych rozwiązań. To był początek zmiany. Moje porażki dają mi siłę Fanpage na Facebooku Porcelanowe Aniołki zamienił się w bezpieczne miejsce dla osób z problemami psychicznymi. Wyznaczyłam grupę docelową i określiłam dokładnie swoje priorytety. Uporządkowałam treści dotychczas udostępnione publicznie. Zaangażowałam się w wiele projektów i znalazłam osoby, które wraz ze mną mogłyby prowadzić tą społeczność. Im bardziej zdrowiałam, tym intensywniej moja działalność się rozwijała. Stworzyłam stronę internetową, gdzie zamieszczam swoje teksty. Znajdują się tam także materiały napisane przez ekspertów, telefony zaufania oraz lista organizacji, gdzie można uzyskać wsparcie psychologa lub lekarza psychiatry. W tym momencie nie ma możliwości wysyłania prywatnej wiadomości w celu uzyskania pomocy czy porady dotyczącej zdrowia psychicznego. Nie jestem specjalistą, nie potrafię nikogo wyleczyć, ale mogę mówić otwarcie o przebytej chorobie. W ten sposób obalam krzywdzące stereotypy dotyczące depresji i mogę zapobiegać stygmatyzacji osób, które się z nią zmagają. Wiem też od czytelników, że moje doświadczenia są dla nich cenne.

Własną drogą przez internet
źródło: facebook.com/porcelanoweaniolki
Własną drogą przez internet

Prowadzenie Porcelanowych Aniołków to dla mnie duże wyzwanie i odpowiedzialność,
ale również forma autoterapii. Wybaczenie sobie popełnionych błędów nie było łatwe, ale udało mi się wyciągnąć z nich lekcję. W końcu każdy z nas popełnia błędy i to jest ok. Aktywność społeczna sprawia, że czuję się potrzebna i mam wyraźne poczucie celu. Wiem, że to co robię jest autentyczne. Cały czas poznaję siebie, rozwijam się i uczę się nowych rzeczy. Wszystkie działania podejmuję z myślą o sobie i to daje mi siłę. Bardzo się cieszę,
że inni również mogą czerpać z tego coś dobrego.

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ