O tym, że w internecie łatwo powiedzieć albo pokazać coś, co nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego, nie trzeba nikogo przekonywać. Specyfika sieci sprawia, że działając w niej, w większym albo mniejszym stopniu traci się kontakt z rzeczywistością. Wpadki jutuberów to jeden z przykładów takiej sytuacji.

Offline jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że są pewne granice i bariery i nauczyliśmy się ich nie przekraczać. W internecie często o tym zapominamy, zwłaszcza że w wielu przypadkach nie ma to takich skutków, jak na żywo. Kiedy jednak niespodziewanie pojawiają się konsekwencje naszych czynów, potrafią być szczególnie przykre. Przekonał się o tym pewien internauta, który obrażał, jak mu się zdawało, anonimowo, rodzinę Michała „Jaglaka” Karnowskiego, znanego z filmów na YouTube kulturystę, trenera personalnego i specjalistę od diety i suplementów. „Jaglak” poświęcił, jak sam mówi, aż 10 miesięcy, żeby wyśledzić szczególnie agresywnego hejtera. Kiedy go już namierzył i zebrał przeciwko niemu dowody, postawił go przed alternatywą: skierowanie sprawy do sądu albo dobrowolne publiczne przeprosiny. W konsekwencji miliony internautów mogły zobaczyć, jak zawstydzony chłopak przeprasza kulturystę w filmie, który znalazł się na jego kanale i natychmiast stał się hitem internetu.

Akcja – reakcja

Takie wpadki zdarzają się jednak nie tylko amatorom. Nie są od nich wolni także ci, którzy tworzeniem contentu zajmują się profesjonalnie lub półprofesjonalnie. Także im zdarza się ulec iluzji, że w internecie mogą dużo więcej niż offline, jednak bardzo często to reakcja użytkowników szybko sprowadza ich na ziemię. Niektórzy potrafią wyciągnąć z tej sytuacji szybką naukę i zastosować tak zwane damage control, czyli przemyślane ratowanie sytuacji. Inni nie radzą sobie w takich chwilach i swoją reakcją jedynie pogarszają sprawę. Bardzo dobrze pokazują to dwa przykłady: jeden z polskiego, a drugi z globalnego internetu.

Gonciarz przeprasza

Bohaterem pierwszej afery był Krzysztof Gonciarz, niewątpliwie jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich jutuberów, który zdobył popularność i rzeszę fanów tworząc filmy o Japonii i postanowił ten sukces przekuć w dochodowy biznes. Z początku szło mu to doskonale – dzięki platformie Patronite, służącej do zbierania drobnych dotacji od fanów, udało mu się zgromadzić zaskakująco wysoką kwotę. Zainspirowało go to do bardziej śmiałych przedsięwzięć finansowych. Wykorzystując swoją popularność, postanowił założyć
Naeba – własną markę produktów premium, w ramach której zamierzał za duże pieniądze sprzedawać przybory szkolne i koszulki. To nie spotkało się już z tak przychylnym przyjęciem ze strony fanów. Wysoka cena koszulek została uznana za przesadę i pazerność. Film, na którym Gonciarz anonsował swoją markę, zebrał mnóstwo negatywnych ocen i krytycznych komentarzy, nie tylko na YouTube, ale również w innych miejscach w sieci. Takiej reakcji Gonciarz zupełnie się nie spodziewał i na jakiś czas zamilkł. Po kilku dniach opublikował jednak film, na którym przeprasza swoich fanów oraz rzeczowo tłumaczy, że wysoka cena produktów jego marki wynika z ich jakości i jest jak najbardziej uzasadniona. To wytłumaczenie nie zadowoliło wszystkich i nie uchroniło Gonciarza
przed odpływem fanów, jednak uspokoiło sytuację i wygasiło rosnącą falę hejtu przeciwko youtuberowi. Większość komentatorów chwaliło Gonciarza za to, jak poradził sobie z wpadką i wiele wskazuje na to, że uda mu się naprawić szkody, jakich doznał
jego wizerunek.

Pewdiepie atakuje

Przykładem wyjątkowo niefortunnej reakcji na wpadkę jest PewDiePie, któremu udało się zostać najpopularniejszym youtuberem świata z 50 milionami subskrybentów. Sukces
influencera przełożył się na bardzo konkretne dochody. PewDiePie podpisał kontrakt z Disneyem, dostał własny kanał na płatnej platformie YouTube oraz szereg innych gratyfikacji.
Niestety sukcesy te najwyraźniej zanadto zawróciły mu w głowie i spowodowały „odklejenie się” od rzeczywistości. Jego działalność od początku opierała się na prowokacji i nieskrępowanych wygłupach, jednak intuicyjnie starał się nie przekraczać pewnych granic. Jednak na fali tych najbardziej spektakularnych sukcesów, najwyraźniej zapragnął
przetestować, jak daleko może się posunąć albo może po prostu uwierzył, że jest na tyle sławny, że wszystko mu wolno. W swoich żartach zaczął pozytywnie wyrażać się o nazistach i przemycać treści antysemickie.

Miarka się przebrała, kiedy zatrudnił dwóch Hindusów, którzy trzymali transparent z napisem „Zabić wszystkich Żydów” i pokazał to w filmie na swoim kanale. Wzburzyło to nawet najbardziej zagorzałych fanów. Gdy sprawa została opisana przez „Wall Street Journal”, wszyscy sponsorzy zerwali z nim współpracę. Na nic zdały się tłumaczenia, że miał to być jedynie wygłup i prowokacja. Ostatecznie Felix Kjellberg, bo tak naprawdę nazywa się youtuber, także musiał opublikować na swoim kanale film z przeprosinami. Jednak, zarówno zdaniem specjalistów, jak i fanów, zrobił to, w przeciwieństwie do Gonciarza, wyjątkowo słabo. Wprawdzie na samym początku zdawkowo przeprosił i przyznał, że być może tym razem posunął się za daleko, jednak większość swojej wypowiedzi poświęcił na atakowanie gazety, która opisała jego wybryki i przedstawianie siebie jako ofiary mediów. To oczywiście nie wywarło oczekiwanego efektu i tylko jeszcze bardziej go pogrążyło. Zobaczymy, czy uda mu się odzyskać utraconą pozycję.

Uwaga, jesteś online

Jak więc widać publikowanie w internecie wymaga ciągłej świadomości, że sieć to nie bajkowa kraina, gdzie za swoje działania nie ponosi się konsekwencji. Ważne również, że jeśli czasami zdarzy się o tym zapomnieć, trzeba mieć odwagę wziąć na siebie odpowiedzialność, bo podane przykłady pokazują, że to działa najlepiej.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ